Długi Cień Czarnego Lasu
Historia mordu polskiej inteligencji ze Stanisławowa w sierpniu 1941 roku to nie tylko opowieść o brutalności niemieckiego okupanta. To przede wszystkim mroczne studium zdrady elit i dowód na to, jak wysokie wykształcenie potrafi iść w parze z moralnym upadkiem. W centrum tej tragedii stoją dwie postacie, których biografie stanowią wyzwanie dla współczesnej pamięci historycznej: dwaj ukraińscy nauczyciele Iwan Rybczyn i Nikifor Danysz.
Tragedia w Czarnym Lesie pod Pawełczem, gdzie życie straciło około 250 polskich nauczycieli, była operacją zaplanowaną z chirurgiczną precyzją. Niemcy, pod dowództwem SS-Hauptsturmfuhrera Hansa Krügera, słynnego kata ze Stanisławowa, potrzebowali lokalnej wiedzy, by skutecznie uderzyć w polskie warstwy przywódcze. Tę wiedzę dostarczyli im koledzy ofiar – ukraińscy pedagodzy. Iwan Rybczyn (1892–1970) nie był człowiekiem z marginesu. Był doktorem filozofii, humanistą z wiedeńskim dyplomem obronionym cum laude w 1921 roku. Jego rozprawa doktorska, „Wirkungen des individuellen und symbiotischen Strebens”, brzmi dziś jak gorzka ironia losu. Człowiek analizujący „symbiotyczne dążenia” sporządził listę proskrypcyjną swoich kolegów, z którymi przez lata dzielił korytarze stanisławowskich gimnazjów.
Mechanizm zbrodni był perfidny. Polskich nauczycieli zwabiono na rzekomą naradę pedagogiczną przed rozpoczęciem roku szkolnego. Zamiast dyskusji o edukacji, czekały na nich ciężarówki, a następnie doły śmierci. Na czele tej listy tragicznych postaci stał prof. Antoni Umański, wieloletni dyrektor Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w Stanisławowie. Umański był nie tylko administratorem, ale filarem lokalnej społeczności, człowiekiem, który kształtował kręgosłupy moralne pokoleń młodzieży. Wraz z nim w mroku Czarnego Lasu zniknęli wybitni pedagodzy: historyk Maksymilian Słuszkiewicz, polonista Franciszek Junkuszew, matematyk Jan Polański czy artysta malarz Władysław Łuczyński, który uczył rysunku. Każde z tych nazwisk to osobna tragedia przerwanej misji cywilizacyjnej. To nie byli anonimowi urzędnicy, lecz ludzie tworzący unikalny mikrokosmos miasta. Ich śmierć nie była „ubocznym skutkiem wojny” – była celową dekapitacją polskiej kultury, dokonaną rękami tych, którzy znali ich najlepiej. Kiedy prof. Umański wchodził na pakę ciężarówki, prawdopodobnie wciąż nie wierzył, że za jego wyrokiem stoją ludzie, z którymi jeszcze niedawno spierał się o metodykę nauczania czy programy szkolne. Profesor Umański jest postacią w mojej powieści "Poszukiwana".
Najbardziej uderzającym aspektem tej historii jest powojenny los Rybczyna.
Podczas gdy jego ofiary spoczywały w bezimiennych mogiłach, on z powodzeniem wykreował się na nowo. Po emigracji do Australii zyskał status wybitnego intelektualisty i działacza oświatowego. Jako prezes oddziału Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki w Sydney, Rybczyn pisał wspomnienia o swoim poświęceniu dla ukraińskiej kultury, całkowicie przemilczając swój udział w wydarzeniach z 1941 roku. Stał się klasycznym przykładem historycznego palimpsestu – na krwawej karcie kolaboracji zapisał nową, chwalebną biografię szanowanego emigranta. Gdyby nie odwaga i determinacja Karoliny Lanckorońskiej, która ujawniła prawdę o mordzie stanisławowskim, postać ta mogłaby na zawsze pozostać nieskalana.
Dzisiejsza Ukraina, krwawiąca w walce o swoją suwerenność i europejską tożsamość, staje przed trudnym zadaniem. Postulat rozliczenia się ze zbrodniami OUN-UPA nie jest uderzeniem w ukraińską państwowość, lecz warunkiem jej dojrzałości. Wolna i demokratyczna Ukraina nie może budować swojego panteonu na fundamentach przemilczenia. Postacie takie jak Rybczyn, choć zasłużone dla ukraińskiej oświaty na emigracji, muszą zostać ocenione w pełnym świetle faktów.
Wołanie o pamięć o Czarnym Lesie i takich ludziach jak prof. Umański nie jest aktem zemsty, lecz obowiązkiem wobec prawdy. Zbrodnia ta pokazuje, że zanik pragnienia metafizyki i zastąpienie go kultem narodu prowadzi do ontologicznego rozkładu sumienia – nawet u doktorów filozofii. Rzetelna debata o tamtych wydarzeniach jest konieczna, by biografie zbrodniarzy przestały być maskowane panegirykami, a ofiary odzyskały należne im miejsce w zbiorowej pamięci obu narodów.
W takim duchu proszę tez czytać moją najnowszą powieść "Poszukiwana".

