
Książka Pawła Mościckiego, "Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji", to pozycja, obok której nie sposób przejść obojętnie – i to bynajmniej nie jest pusty frazes recenzencki. To tekst, który z założenia ma dzielić, drażnić i wywoływać sprzeciw. Mościcki, filozof i badacz kultury wizualnej z IBL PAN, porzuca tu bezpieczny dystans akademika na rzecz gorącej, zaangażowanej publicystyki filozoficznej. Efektem jest dzieło o potężnym ładunku emocjonalnym i intelektualnym, które jednak w swojej bezkompromisowości balansuje na granicy, za którą analiza ustępuje miejsca ideowemu manifestowi.
Anatomia oskarżenia: Od teologii do polityki
Mościcki buduje swoją narrację na fundamentalnym sprzeciwie wobec tego, co nazywa "Izraelimem" – realnie istniejącym syjonizmem. To jeden z najmocniejszych, ale i najbardziej dyskusyjnych punktów książki. Autor stawia tezę, że nowoczesne państwo Izrael, mimo demokratycznej fasady, napędzane jest archaiczną teologią polityczną. W jego ujęciu dzisiejsza przemoc nie jest wypadkiem przy pracy, lecz logiczną konsekwencją uznania ziemi za nienaruszalny "dar od Boga" – bóstwa Jahwe sprzed tysięcy lat.
Ta perspektywa pozwala Mościckiemu na błyskotliwe analizy z pogranicza teologii i polityki, ale jednocześnie naraża go na zarzut esencjalizmu. Krytyk mógłby zauważyć, że sprowadzając cały, niezwykle złożony organizm społeczno-polityczny Izraela (w tym jego lewicową opozycję) do mianownika religijnego fundamentalizmu, autor zaciera niuanse na rzecz czystości własnego wywodu. Książka unika tradycyjnego podziału na reportażowe rozdziały, zamiast tego prowadzi czytelnika przez proces, który można by nazwać „filozoficzną wiwisekcją”. Mościcki rozpoczyna od analizy idei „Izraelimu”, czyli realnie istniejącego syjonizmu. Autor argumentuje, że nowoczesne państwo Izrael odeszło od swoich demokratycznych obietnic na rzecz systemu opartego na wykluczeniu. Fundamentem tej postawy ma być – zdaniem autora – religijny radykalizm żydowskiej prawicy. Mościcki ostro punktuje przekonanie o „ziemi obiecanej” jako darze od Jahwe, twierdząc, że ta archaiczna teologia staje się we współczesnym Izraelu nadrzędna wobec prawa międzynarodowego, sankcjonując przemoc jako akt niemalże sakralny.
Najbardziej bolesnym i ryzykownym punktem wywodu jest analiza „metafory fundamentalnej”, czyli zawłaszczenia pamięci o Holokauście. Mościcki stawia odważną i dla wielu obrazoburczą tezę: Zagłada została zinstrumentalizowana, by służyć jako etyczna tarcza. Według autora, państwo Izrael wykorzystuje traumę XX wieku, by unieważnić wszelką krytykę swoich obecnych działań, co prowadzi do paradoksalnej sytuacji, w której pamięć o jednej eksterminacji ma usprawiedliwiać inną.
Pamięć jako zakładnik
Centralnym nerwem książki jest oskarżenie o zawłaszczenie pamięci Zagłady. Mościcki argumentuje, że Holokaust stał się "metaforą fundamentalną", tarczą immunitetową, która ma usprawiedliwiać każde działanie militarne państwa żydowskiego. To teza niezwykle bolesna i ryzykowna. Autor sugeruje, że Zachód, paraliżowany poczuciem winy za II wojnę światową, daje nieme przyzwolenie na "kulturę eksterminacji" w Gazie.
Choć diagnoza o instrumentalnym traktowaniu historii przez prawicowe rządy Izraela jest celna i podzielana przez wielu badaczy (również żydowskich), radykalizm języka Mościckiego może być odebrany jako próba relatywizacji żydowskich lęków egzystencjalnych. Autor zdaje się mówić, że trauma Zagłady nie daje wam prawa do zadawania bólu, co jest etycznie doniosłe, ale w kontekście wydarzeń 7 października może brzmieć dla wielu czytelników jak oskarżenie pozbawione empatii dla drugiej strony.
7 października i pułapka symetrii
Omawiając rozdziały poświęcone masakrze Hamasu i reakcji Izraela, widać wyraźnie metodę autora. Mościcki odmawia uznania 7 października za "punkt zero". Dla niego to tylko kolejny (choć krwawy) etap w długim procesie kolonizacji i opresji. W odniesieniu do wojny z lat 1948-19 mówi wyraźnie, że były dwie wojny. W pierwszej nowe państwo Izrael wygnało Palestyńczyków z ich domów, w drugiej walczyło i pokonało ościenne państwa arabskie. Tu ujawnia się największa kontrowersja książki: jej celowa jednostronność. Mościcki niemal całkowicie pomija podmiotowość Hamasu jako organizacji terrorystycznej, skupiając się wyłącznie na strukturach przemocy państwowej Izraela. Dla Mościckiego Hamas prowadzi walkę narodowowyzwoleńczą. Dla autora, analizującego "ludobójstwo na żywo" poprzez media społecznościowe i podcasty, liczy się przede wszystkim dysproporcja sił i ofiar. Taka optyka, choć moralnie uzasadniona skalą cierpienia cywilów w Gazie, politycznie bywa redukcjonistyczna. Czytelnik szukający pełnego obrazu geopolitycznego może poczuć się zawiedziony brakiem analizy szerszego kontekstu regionalnego (np. roli Iranu).
Media i współudział – oskarżenie totalne
Najbardziej przekonujący jest Mościcki tam, gdzie wraca na swój grunt macierzysty – do analizy mediów. Bezlitośnie punktuje zachodnie serwisy informacyjne, wskazując, jak język i obraz są manipulowane, by dehumanizować Palestyńczyków. Autor pokazuje, że żyjemy w bańce informacyjnej, w której "praktyki współudziału" polegają na odwracaniu wzroku. Jego krytyka źródeł internetowych i kultury masowej jest ostra, trafna i oparta na solidnej kwerendzie (liczne przypisy), choć dobór źródeł jest wyraźnie selektywny – służy potwierdzeniu tezy, a nie jej weryfikacji.
Polemika i kontrowersje: Głos jednostronny czy niezbędny?
Styl Mościckiego jest ostry, prowokacyjny i wybitnie polemiczny. To książka napisana „przeciwko” – przeciwko oficjalnej dyplomacji, przeciwko bierności intelektualistów i przeciwko medialnej hegemonii. Taka postawa niesie jednak za sobą konkretne ryzyka, które czytelnik musi wziąć pod uwagę. Autor świadomie rezygnuje z próby zrozumienia izraelskiego poczucia zagrożenia czy analizy działań Hamasu jako podmiotu politycznego. Dla Mościckiego liczy się tylko dynamika sprawca–ofiara w kontekście kolonialnym. Sugestia, że Izrael buduje swoją tożsamość na „kulturze eksterminacji”, dla wielu będzie nieakceptowalnym nadużyciem, które może przysłonić trafne diagnozy autora dotyczące łamania praw człowieka.
"Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji" to książka trudna, momentami niesprawiedliwa, ale być może właśnie dlatego konieczna. Mam wrażenie, że autor Paweł Mościcki nie napisał jej, by zyskać poklask, lecz by wytrącić czytelnika z równowagi. Jest napisana z żywą, pulsującą, polemiczną pasja i jest to książka bardzo odważna intelektualnie. Siłą tej pozycji jest jej filozoficzna głębia i odwaga w nazywaniu zbrodni. Słabością – polemiczne zacietrzewienie, które czasem przesłania złożoność konfliktu. Autor stawia wszystko na jedną kartę: chce wstrząsnąć sumieniem polskich czytelników, nawet za cenę utraty części z nich, którzy uznają jego radykalizm za przesadny. Niezależnie od oceny poglądów autora, jest to jedna z najważniejszych polskich prób intelektualnego zmierzenia się z tragedią, która dzieje się na naszych oczach. To lektura obowiązkowa, ale wymagająca od czytelnika krytycznej czujności. To książka dla czytelnika wyrobionego, wytrawnego. Będzie bardzo podobać się osobom o wrażliwości lewicowej, konserwatystom zaś średnio.
Ocena 6-7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz