piątek, 10 lipca 2026

Sen o Cieszynie, esej #cieszyn

 

Cieszyn powitał mnie restauracją PODKRÓLEM  POLSKIM , niestety nie wstąpiłem, może innym razem naciągając od ulicy Bielskiej skierowałem się do centrum. Cieszyn jest położony urokliwie na wzgórzach i trzeba często kierować się to w dół to w górę właśnie.  


Mieszkam w Bielsku-Białej, zaledwie rzut kamieniem stąd. A jednak przez lata Cieszyn pozostawał dla mnie białą plamą na mapie, miastem, które niesłusznie omijałem. Biję się w pierś – to moja wina. Powinienem był przyjeżdżać tu znacznie częściej. Kiedy jednak 6 lipca moje drogi wreszcie zawiodły mnie do tego miasta, poczułem coś, co można opisać tylko jako architektoniczne i kulturowe przebudzenie.

Galicyjski czar i maestria kamienic

To, co uderza w Cieszynie od pierwszych kroków, to niebywała maestria tutejszych kamienic. Spacerując po polskiej stronie, na której zachowała się większość historycznego rynku, ma się nieodparte wrażenie obcowania z echem dawnych Austro-Węgier. Nic w tym dziwnego – podczas I wojny światowej to właśnie tu mieściła się kwatera główna armii austro-węgierskiej.

W stromych uliczkach pnących się po wzgórzu, na którym zbudowano miasto, kryje się atmosfera, w której jest coś z Krakowa i coś z Brna – coś pięknego i nieokreślonego. Fantastyczne fasady, urzekające, niekiedy malutkie kościoły (jak choćby urokliwe okolice św. Mikołaja) i zakamarki starówki robią kolosalne wrażenie. 


Aż żal ściska serce na myśl, że nie zachował się w całości dawny zamek cieszyński, zniszczony przez Szwedów w pożodze wojny trzydziestoletniej. Mimo to, polska strona Cieszyna zachwyca. Jest jak plastyczny sen, do którego wiem, że będę od teraz często wracał. Urok kamienic, korytarzy skrytych pod arkadami kryjących małe sklepiki, księgarnie, czy knajpki gdzie można zjeść cieszyńskie kanapki. 



Blizna z 1920 roku

Cieszyn to jednak miasto z pękniętym życiorysem. W 1920 roku, decyzją konferencji Rady Ambasadorów w Spa, zostało przecięte sztuczną granicą. Dziś ta granica opiera się na Olzie, ale przecież przez setki lat ten miejski organizm stanowił nierozerwalną jedność. To spotkanie, a zarazem bolesne rozstanie kultur, jest tu wciąż niemal namacalne. W dawnym podominikańskim kościele miałem wrażenie, że rzeźba do mnie przemówiła, ale gdym się ocknął z tego snu na jawie, zachowała tylko zawoalowany uśmiech. 



Tego dnia, po ostatnich deszczach, Olza była spieniona i niespokojna. Przeszedłem przez most na stronę czeską i... wkroczyłem do zupełnie innego świata.

Czeski Cieszyn: Puste kościoły i ceraty z lat 90.

Kontrast między tętniącym życiem polskim Cieszynem a jego czeskim odpowiednikiem jest dramatyczny. Trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, by to zrozumieć, bo większość z nas zatrzymuje się tu tylko po to, by przekroczyć granicę w drodze na południe.

Zawędrowałem w okolice kościoła Chrystusa Króla. Był pusty. Zresztą, puste czeskie kościoły to zjawisko powszechne – temat rzeka na zupełnie inną opowieść. Czeski Cieszyn sprawia wrażenie miasta uśpionego, będącego sypialnią dla większego ośrodka, może pobliskiej Ostrawy. Na ulicach minąłem zaledwie kilkoro starszych ludzi.

W poszukiwaniu schronienia i klimatu trafiłem do pubu, który wyglądał, jakby został żywcem wyciągnięty z kart powieści „...będzie gorzej” Jana Pelca. Miejsce dość obskurne, ale do bólu autentyczne. Ławki i stoliki przykryte ceratą pamiętającą lata 90., a za barem starsza Czeszka, która z uśmiechem nalała mi piwa. Było w tym coś surowego i pięknego zarazem. Piwo, jak głosił slogan, było od Boga i tak oto dokonała się ta sprytna metafizyczna teologia piwna. Bardzo czeskie.



Wrota do Czech

Dla wielu Cieszyn to tylko punkt tranzytowy, ale dla mnie stał się bramą. Czeska strona, mimo swojego uśpienia, dysponuje doskonałymi połączeniami kolejowymi – zarówno ze Słowacją, jak i z centralnymi Czechami.

To był dopiero początek. W nadchodzących tygodniach tych wakacji zamierzam wsiąkać w Czechy. Będę tam jeździł, bo jestem szalenie ciekawy tego kraju – kraju, który, jak by nie patrzeć, jako jedyny do tej pory wydał moje książki. Będę łowił tematy, chwytał w obiektywie ludzi i sytuacje, będę szukał inspiracji na pograniczu, które wciąż ma do opowiedzenia tak wiele fascynujących historii.

Cieszyn to był dobry początek mojego czeskiego snu. 

Wkrótce więcej z mojego czeskiego itinerarium tego lata. 

Sen o Cieszynie, esej #cieszyn

  Cieszyn powitał mnie restauracją PODKRÓLEM    POLSKIM , niestety nie wstąpiłem, może innym razem naciągając od ulicy Bielskiej skierowałe...