niedziela, 10 maja 2026

Recenzja: Andrzej Muszyński, Cyklon, Wołowiec 2025, ss. 260 #birma #myanma #reportaż



Czytelniczko, Czytelniku tego bloga 

Nigdy nie wpadłbym na pomysł, żeby przeczytać książkę Andrzeja Muszyńskiego "Cyklon" wydaną przez wydawnictwo Czarne z Wołowca, które reprezentuje wszystko co najlepsze w polskiej książce non-fiction, gdyby nie moje podróże do Warszawy i kilka wolnych chwil przed odjazdem pociągu. Nie była to nowość, ale zainteresowała mnie egzotyka kraju, w którym nigdy nie byłem. Muszę przyznać, że nie znam bliżej pana Muszyńskiego jako autora reportaży i to jest jego pierwsza książka, którą przeczytałem. Muszę też dodać, że niewiele wiem o Birmie, jej historii, uwarunkowaniach społeczno-politycznych, a już zupełnie nową rzeczą było dla mnie zaznajomienie się z licznymi grupami mniejszości narodowych, jakie zamieszkują ten zaskakujący kraj jakim jest Birma, czyli Myanma. 

Istotną częścią doświadczenia tej książki jest jej głębokie osadzenie w kontekście. Historia tego kraju, przede wszystkim buddyjskiego, jest uwarunkowana narracyjnie w taki sposób, że autor zdołał wpleść średniowiecze Birmy oraz jej brytyjską epokę kolonialną w kontekst opowieści, której siłą są ludzie. Muszyński portretuje ich z pewną życzliwością, do której jako autor ma prawo. Wyłuskuje ich historie - jest tam mnich buddyjski, jest oficer armii birmańskiej, który uciekł - to jego historia dość długa otwiera książkę. Wspólnym mianownikiem tej książki jest doświadczenie okrucieństwa junty wojskowej, która terroryzuje Birmę od 1962 roku staczając ten kraj w otchłań korupcji, nędzy i przemocy. Właśnie przemoc jest bardzo istotna, bo choć to kraj buddyjski, jest jej pełen i ma ona wymiar tragicznej niemożliwości zmiany rządów. Wszystkie wysiłki na rzecz demokratyzacji, jakie społeczeństwo tego kraju by nie podjęło, są skazane na niepowodzenie. 

Nie mniej istotną częścią składową książki, płaszczyzną interpretacyjną, jest czas przeszły. On wraca w strukturze narracyjnej książki w postaci brytyjskiego generała Wingate`a który prowadził nietuzinkową wojnę z Japończykami oraz George`a Orwella, który jako policjant spędził w Birmie trochę czasu służąc w administracji kolonialnej. Czas przestał być w książce linearny, przez co nabiera ona głębszego charakteru, ale dla mniej wyrobionego czytelnika może to powodować kłopot przez konieczność powrotu do wcześniejszych partii tekstu. Trzeba głęboko wniknąć w konteksty, żeby zrozumieć istotę opowiadanej historii, kraju uwikłanego w nieunikniony fatalizm. Ten fatalizm jest ciekawie wpleciony w narrację, gdyż autor pisze o tym, że raz na kilkadziesiąt las kwitną i owocują bambusy, i to jest początek plagi szczurów. Zresztą ze szczurami wysnuwa wniosek odnośnie Orwella, jego paniczny strach przed tymi stworzeniami został przecież dobitnie pokazany w "Roku 1984". 

W tytule książki jest "Cyklon", i po lekturze książki tytuł niewiele mówi, ponieważ sugeruje opowieść o Birmie podczas cyklonu z 2008 który zniszczył większość kraju i zabił ponad sto tysięcy ludzi. O tym wydarzeniu autor pisze, ale nie jest to główny motyw książki. To jak gdyby historia doszyta do głównej narracji. Mnie szczególnie zainteresował wątek buddyjski, ponieważ z racji nauczania filozofii w szkole na rozszerzeniu mam też lekcję o buddyjskiej filozofii pustki. Może cytaty z książki posłużą mi do lekcji?  

Książka Andrzeja Muszyńskiego to niełatwa w odbiorze, ciekawie i ze znawstwem napisana narracja ukazująca portret egzotycznego i niebezpiecznego kraju. Dodajmy, że w roku 2021 junta znów powróciła do władzy. Książka wymaga uwagi, ale jest na bardzo dobrym poziomie historycznym, metaforycznym i reporterskim. 

Moja ocena 8/10 

 

sobota, 2 maja 2026

Recenzja: Artur Nowak, Stanisław Obirek, Skandaliści w sutannach. Od kardynała Wyszyńskiego do arcybiskupa Jędrzejewskiego, wyd. Prószyński i Ska, Warszawa 2024





Czytelniczko, Czytelniku 

Książka Artura Nowaka i Stanisława Obirka, wydana w twardej oprawie, przez wydawnictwo Prószyński i Ska w roku 2024 sugeruje już w tytule, że rzecz jest o skandalach w kościele katolickim w Polsce. Przeczytałem tę książkę i jeśli mam być szczery nie dowiedziałem się z niej niczego, czego nie wiedziałabym z przestrzeni medialnej. Jest to książka składająca się z 16 portretów różnych duchownych, zarówno żyjących jak i nieżyjących, lub zupełnie kuriozalnych jak ostatni rozdział poświęcony księdzu Piotrowi Skardze, tak jakby przez ostatnie 400 lat od czasów jego życia nie powstała żadna synteza historiografii tego człowieka kontrreformacji w Polsce. Autorzy niczego nie odkrywają nowego. Ale do rzeczy. Nie wiem, czym ta książka jest. Nie jest syntezą, analityczną rozprawą, ani też studium biograficznym tych wszystkich osób. Co łączy te postacie? Co prymas Wyszyński ma wspólnego z pedofilem księdzem Dymerem? Ja się z książki tego nie dowiedziałem. 

Kim są autorzy? To eks-ksiądz katolicki profesor Stanisław Obirek, oraz pan Artur Nowak. Odsyłam do wikipedii oraz innych źródeł opisujących dorobek obu panów, nie ma więc sensu bym przytaczał tutaj te fakty. Obaj panowie popełnili razem kilka książek, których tezą wspólną jest obsesja na temat kościoła katolickiego, wyraźna i tendencyjna, wolterowska, fanatyczna mania piętnowania grzechów kościoła. Może i słuszna, bo kościół sam sobie na to zapracował. Ojciec Rydzyk jest symbolem tego kościoła od 30 lat.  

Istotną cechą tej książki ma być rozliczenie z ludźmi kościoła. Ale trudno czyta się niektóre rozdziały rozliczeniowe. Szczególnie trudny i nieuczciwy jest rozdział o arcybiskupie Życińskim, zmarłym w 2011 roku metropolicie lubelskim, rzecznikiem kościoła otwartego, zaszczuwanego przez narodową prawicę i wielbicieli radia Maryja. Postawienie go w jednym rzędzie z pedofilem księdzem Dymerem jest szczególnie niesmaczne i nieuczciwe. Zwłaszcza, że dwie rzeczy, które zarzucają hierarsze autorzy to cięty język na postkomunistów (z czym się zgadzam) i rzekomą, bo nieudowodnioną nigdy z braku dowodów współpracę z SB. Zdumiewa, że nie przeszkadza obu autorom cytowanie prof. Cenckiewicza, postać niezwykle charakterystyczną, z kręgu narodowej prawicy. Z tekstu o Wyszyńskim nie dowiedziałem się niczego, poza tym, że w przekonaniu autorów był maryjny i dewocyjny. Takie były czasy. Podstawowy zarzut jaki ja teraz czynię tej książce to brak kontekstu. Żeby zrozumieć Wyszyńskiego, postać cokolwiek ogromną jak na polski kościół, trzeba przeczytać biografię pióra Ewy Czaczkowskiej, wyważoną i staranną.  

Nie ma zatem sensu przytaczać fragmentów tego dzieła, wszystkie te rozdziały są narysowane zbyt grubą kreską, pozbawioną niuansów, wyważenia i samokrytycyzmu. Nawet te naprawdę mocne, jak dobrze udokumentowany rozdział o księdzu Dymerze, tracą wyrazistość, bo całość książki jest narysowana zbyt topornie, zbyt nachalnie i zbyt napastliwie. Czym zatem jest tak książka i do kogo jest adresowana? To pamflet i adresowany jest do tych, którzy nienawidzą kościoła katolickiego i z przyjemnością przeczytają kolejną książkę utwierdzającą z góry założone tezy. Dawni czytelnicy tygodnika "Nie" i współcześni wyznawcy liberalnej wisienki. 

Nie polecam zatem tej książki, ani jako źródła, ani jako opinii, co najwyżej jest to przyczynkarski tekst pokazujący, że będąc zaangażowanym po jednej ze stron - a to wynika jasno z dorobku obu panów - nie można napisać wyważonej i wyśrodkowanej książki. Przy czym nie można postawić autorom zarzutu nierzetelności - wprawdzie książka nie ma przypisów, ale cytaty są dobrze i wyraźnie zaznaczone. Problemem książki nie jest warsztat, ani opisywane fakty, gdyż obaj autorzy wiedzą jak się pisze książki, ile zarzutem już jest nieosiągalny dla nich postulat "sine ira et studio", bo gniew i niechęć jest widoczna od pierwszej do ostatniej strony. A to osłabia każdą "zaangażowaną" światopoglądowo narrację. 

Moja ocena 5/10 

Recenzja: Andrzej Muszyński, Cyklon, Wołowiec 2025, ss. 260 #birma #myanma #reportaż

Czytelniczko, Czytelniku tego bloga  Nigdy nie wpadłbym na pomysł, żeby przeczytać książkę Andrzeja Muszyńskiego "Cyklon" wydaną ...