Czytelniczko, Czytelniku tego bloga
Nigdy nie wpadłbym na pomysł, żeby przeczytać książkę Andrzeja Muszyńskiego "Cyklon" wydaną przez wydawnictwo Czarne z Wołowca, które reprezentuje wszystko co najlepsze w polskiej książce non-fiction, gdyby nie moje podróże do Warszawy i kilka wolnych chwil przed odjazdem pociągu. Nie była to nowość, ale zainteresowała mnie egzotyka kraju, w którym nigdy nie byłem. Muszę przyznać, że nie znam bliżej pana Muszyńskiego jako autora reportaży i to jest jego pierwsza książka, którą przeczytałem. Muszę też dodać, że niewiele wiem o Birmie, jej historii, uwarunkowaniach społeczno-politycznych, a już zupełnie nową rzeczą było dla mnie zaznajomienie się z licznymi grupami mniejszości narodowych, jakie zamieszkują ten zaskakujący kraj jakim jest Birma, czyli Myanma.
Istotną częścią doświadczenia tej książki jest jej głębokie osadzenie w kontekście. Historia tego kraju, przede wszystkim buddyjskiego, jest uwarunkowana narracyjnie w taki sposób, że autor zdołał wpleść średniowiecze Birmy oraz jej brytyjską epokę kolonialną w kontekst opowieści, której siłą są ludzie. Muszyński portretuje ich z pewną życzliwością, do której jako autor ma prawo. Wyłuskuje ich historie - jest tam mnich buddyjski, jest oficer armii birmańskiej, który uciekł - to jego historia dość długa otwiera książkę. Wspólnym mianownikiem tej książki jest doświadczenie okrucieństwa junty wojskowej, która terroryzuje Birmę od 1962 roku staczając ten kraj w otchłań korupcji, nędzy i przemocy. Właśnie przemoc jest bardzo istotna, bo choć to kraj buddyjski, jest jej pełen i ma ona wymiar tragicznej niemożliwości zmiany rządów. Wszystkie wysiłki na rzecz demokratyzacji, jakie społeczeństwo tego kraju by nie podjęło, są skazane na niepowodzenie.
Nie mniej istotną częścią składową książki, płaszczyzną interpretacyjną, jest czas przeszły. On wraca w strukturze narracyjnej książki w postaci brytyjskiego generała Wingate`a który prowadził nietuzinkową wojnę z Japończykami oraz George`a Orwella, który jako policjant spędził w Birmie trochę czasu służąc w administracji kolonialnej. Czas przestał być w książce linearny, przez co nabiera ona głębszego charakteru, ale dla mniej wyrobionego czytelnika może to powodować kłopot przez konieczność powrotu do wcześniejszych partii tekstu. Trzeba głęboko wniknąć w konteksty, żeby zrozumieć istotę opowiadanej historii, kraju uwikłanego w nieunikniony fatalizm. Ten fatalizm jest ciekawie wpleciony w narrację, gdyż autor pisze o tym, że raz na kilkadziesiąt las kwitną i owocują bambusy, i to jest początek plagi szczurów. Zresztą ze szczurami wysnuwa wniosek odnośnie Orwella, jego paniczny strach przed tymi stworzeniami został przecież dobitnie pokazany w "Roku 1984".
W tytule książki jest "Cyklon", i po lekturze książki tytuł niewiele mówi, ponieważ sugeruje opowieść o Birmie podczas cyklonu z 2008 który zniszczył większość kraju i zabił ponad sto tysięcy ludzi. O tym wydarzeniu autor pisze, ale nie jest to główny motyw książki. To jak gdyby historia doszyta do głównej narracji. Mnie szczególnie zainteresował wątek buddyjski, ponieważ z racji nauczania filozofii w szkole na rozszerzeniu mam też lekcję o buddyjskiej filozofii pustki. Może cytaty z książki posłużą mi do lekcji?
Książka Andrzeja Muszyńskiego to niełatwa w odbiorze, ciekawie i ze znawstwem napisana narracja ukazująca portret egzotycznego i niebezpiecznego kraju. Dodajmy, że w roku 2021 junta znów powróciła do władzy. Książka wymaga uwagi, ale jest na bardzo dobrym poziomie historycznym, metaforycznym i reporterskim.
Moja ocena 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz