Czytelniczko, Czytelniku
Książka Artura Nowaka i Stanisława Obirka, wydana w twardej oprawie, przez wydawnictwo Prószyński i Ska w roku 2024 sugeruje już w tytule, że rzecz jest o skandalach w kościele katolickim w Polsce. Przeczytałem tę książkę i jeśli mam być szczery nie dowiedziałem się z niej niczego, czego nie wiedziałabym z przestrzeni medialnej. Jest to książka składająca się z 16 portretów różnych duchownych, zarówno żyjących jak i nieżyjących, lub zupełnie kuriozalnych jak ostatni rozdział poświęcony księdzu Piotrowi Skardze, tak jakby przez ostatnie 400 lat od czasów jego życia nie powstała żadna synteza historiografii tego człowieka kontrreformacji w Polsce.
Ale do rzeczy. Nie wiem, czym ta książka jest. Nie jest syntezą, analityczną rozprawą, ani też studium biograficznym tych wszystkich osób. Kim są autorzy? To eks-ksiądz katolicki profesor Stanisław Obirek, oraz pan Artur Nowak. Odsyłam do wikipedii oraz innych źródeł opisujących dorobek obu panów, nie ma więc sensu bym przytaczał tutaj te fakty. Obaj panowie popełnili razem kilka książek, których tezą wspólną jest obsesja na temat kościoła katolickiego, wyraźna i tendencyjna, wolterowska, fanatyczna mania piętnowania grzechów kościoła. Może i słuszna, bo kościół sam sobie na to zapracował. Ojciec Rydzyk jest symbolem tego kościoła od 30 lat.
Istotną cechą tej książki ma być rozliczenie z ludźmi kościoła. Ale trudno czyta się niektóre rozdziały rozliczeniowe. Szczególnie trudny i nieuczciwy jest rozdział o arcybiskupie Życińskim, zmarłym w 2011 roku metropolicie lubelskim, rzecznikiem kościoła otwartego, zaszczuwanego przez narodową prawicę i wielbicieli radia Maryja. Postawienie go w jednym rzędzie z pedofilem księdzem Dymerem jest szczególnie niesmaczne i nieuczciwe. Zwłaszcza, że dwie rzeczy, które zarzucają hierarsze autorzy to cięty język na postkomunistów (z czym się zgadzam) i rzekomą, bo nieudowodnioną nigdy z braku dowodów współpracę z SB. Zdumiewa, że nie przeszkadza obu autorom cytowanie prof. Cenckiewicza, postać niezwykle charakterystyczną. Z tekstu o Wyszyńskim nie dowiedziałem się niczego, poza tym, że w przekonaniu autorów był maryjny i dewocyjny. Takie były czasy. Podstawowy zarzut jaki ja teraz czynię to brak kontekstu. Żeby zrozumieć Wyszyńskiego, postać cokolwiek ogromną jak na polski kościół, trzeba przeczytać biografię pióra Ewy Czaczkowskiej, wyważoną i staranną.
Nie ma zatem sensu przytaczać fragmentów tego dzieła, wszystkie te rozdziały są narysowane zbyt grubą kreską, pozbawioną niuansów, wyważenia i samokrytycyzmu. Nawet te naprawdę mocne, jak dobrze udokumentowany rozdział o księdzu Dymerze, tracą wyrazistość, bo całość książki jest narysowana zbyt topornie, zbyt nachalnie i zbyt napastliwie. Czym zatem jest tak książka i do kogo jest adresowana? To pamflet i adresowany jest do tych, którzy nienawidzą kościoła katolickiego i z przyjemnością przeczytają kolejną książkę utwierdzającą z góry założone tezy.
Nie polecam zatem tej książki, ani jako źródła, ani jako opinii, co najwyżej jest to przyczynkarski tekst pokazujący, że będąc zaangażowanym po jednej ze stron - a to wynika jasno z dorobku obu panów - nie można napisać wyważonej i wyśrodkowanej książki. Przy czym nie można postawić autorom zarzutu nierzetelności - wprawdzie książka nie ma przypisów, ale cytaty są dobrze i wyraźnie zaznaczone. Problemem książki nie jest warsztat, ani opisywane fakty, gdyż obaj autorzy wiedzą jak się pisze książki, ile zarzutem już jest nieosiągalny dla nich postulat "sine ira et studio", bo gniew i niechęć jest widoczna od pierwszej do ostatniej strony. A to osłabia każdą "zaangażowaną" światopoglądowo narrację.
Moja ocena 5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz