Wydawnictwo
Literackie wydało na setną rocznicę wybuchu I wojny światowej drugą po świetnej książce prof. Chwalby Autorem
opracowania jest Ryszard Kaczmarek, historyk z Uniwersytetu Śląskiego w
Katowicach, były dyrektor tamtejszego Instytutu Historii. Jako recenzent
stawiający sobie dydaktyczny i popularyzatorski cel jestem zobowiązany do
odniesienie się zarówno do zewnętrznych, jak i wewnętrznych składników książki.
Warto podkreślić, że książka profesora Kaczmarka jest pięknie wydana. Książka
jest po prostu pięknym przedmiotem, a starannie dobrane fotografie z epoki
świadczą o tym, że kolega Marcin Stasiak sumiennie i dobrze odrobił swoje
zadanie.
Książka Kaczmarka stanowi jego drugie podejście do bardzo ważnego, ale przez kilkadziesiąt lat PRL starannie spychanego pod dywan tematu udziału Polaków w wojsku niemieckim w XX wieku. Profesor Kaczmarek kilka lat temu wydał ciekawą i przełomową książkę o Polakach w hitlerowskim Wehrmachcie. Tym samym udało się Kaczmarkowi opisać fenomen historyczny, który umknął uwadze innych historyków. To ważna cecha dobrego historyka. Jest nas bowiem kilkanaście tysięcy w tym kraju, ale znikomy procent uprawia historię jako pisarze, naukowcy, nauczyciele, czy też łącząc te trzy płaszczyzny jednocześnie. Jako pisarz, nauczyciel i profesjonalny naukowiec podejmuję się niełatwego zadania zrecenzowania tej książki.
W przypadku
takiego samograja jakim jest tytuł książki Kaczmarka ja osobiście spodziewałem
się dynamicznej narracji, ukazującej zarówno epickość wojny, jak i jednostkowe
doświadczenie. Moje pytanie jako recenzenta spoza grona recenzentów
uczelnianych, jest następujące: czy
Ryszard Kaczmarek podołał zadaniu narracyjnie? Czy jego książka o dramatycznych
losach Polaków w armii niemieckiej w latach 1914-1918 jest narracyjnym
majstersztykiem? Czy można pisać o wojnie inaczej niż robi to Antony
Beevor? Niestety, żyjemy jako historycy w epoce Beevora, mało kto bowiem
pisze o zjawisku wojny w sposób tak zajmujący jak on. Sądzę po dogłębnej
analizie książki Ryszarda Kaczmarka, że podołał on zadaniu połowicznie.
Konstrukcja książki w moim
przekonaniu jest zbyt szeroka. Uważam, że rozdział pierwszy o Polakach w armii niemieckiej
przed wojną czytelnik może sobie spokojnie podarować. Jest to bowiem rozdział
najzwyczajniej nudny. Od strony 49 przez prawie piętnaście stronnic Kaczmarek
po prostu wymienia jednostki armii niemieckiej, w której Polacy są poważną
częścią składu. Czytelnik dostaje coś w rodzaju spisu rodem z książki
telefonicznej (np. strona 53). Po co pytam? Nadaje się ten tekst do czasopisma
naukowego, względnie do jakiejś zbiorowej pracy o genezie wojny światowej i do
niej przygotowaniach. Ale nie do takiej książki. Cierpi bowiem dynamika
narracji. Konstrukcja dalszych rozdziałów jest linearna, oparta o metodę
chronologiczno-problemową. Autor przenosi czytelnika z frontu wschodniego na
zachodni, ukazuje wielkie zmagania na froncie zachodnim roku 1916, ukazuje
dalsze fronty wojny, w których brali udział Polacy, w tym bałkański. W pewnym
sensie tłumaczy Ryszarda Kaczmarka maniera polskich historyków wojskowości,
którzy powielają szablon narracji; wojnę opisują przez liczby, podają numery
jednostek wojskowych, alokacje tych jednostek. To narracja archaiczna. Aż prosi
się o redaktora terrorystę, któremu nie straszny profesorski tytuł. Nic by się
nie stało gdyby książka miała 470 stron, a nie ponad 550. Wyrzuciłbym z takiej
książki tabele, statystyki i to wszystko, co znamionowało o wadze książki w
style szkoły Annales. Tabel na końcu
książki Kaczmarka jest mnóstwo. Niepotrzebnie. Nikt do tego nie zajrzy. Tekst
powinien bronić się sam.
Jednak na szczęście książka Kaczmarka
jest tylko częściowo z niej zbudowana. Śląski historyk wydobył bowiem dzieje Kazimierza Wallisa,
polskojęzycznego Ślązaka, który służył w armii Kajzera od 1914 i pechowo zginął
we wrześniu 1918 roku, kiedy Niemcy już cofali się pod naporem Sprzymierzonych.
Muszę przyznać, że dla tak wymagającego czytelnika jak ja, postać ta stanowić
powinna stanowić oś narracyjną książki. W pewnym sensie tak jest. Wallis
towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron kampanii 1914 roku, a smutna
wiadomość o jego śmierci zgodnie z prawidłami sztuki dramaturgicznej pojawia
się w ostatnim kacie, na moment przed ostatnią kropką kończącą książkę. Szkoda,
że takich ludzi w książce Kaczmarka jest mniej niż w narracjach Beevora o
drugiej wojnie światowej. Może się czepiam, ale jednostkowość wojennego
doświadczenia i dramatyzm narracyjny w książce Kaczmarka stoi zaledwie na
dostatecznym poziomie. Można było spodziewać się po tej książce takiego
dramatyzmu jak w Stalingradzie, gdy Beevor opisuje los hiwisów, obywateli ZSRR w armii niemieckiej. Kaczmarek zrobił
jednak wiele, by czytelnika do swojej książki przekonać. Książka wzbogacona
jest o pieczołowicie zeskanowane artefakty, notatki Wallisa. Pomysł dobry, bo
przybliżający człowieka.
Inne aspekty poznawcze i dydaktyczne
książki Ryszarda Kaczmarka stoją na bardzo wysokim poziomie. Ciekawe jest jak profesor pisze o
stosunku Niemców do Polaków w niemieckiej armii, gdyż bynajmniej nie traktowano
Polaków jako… Polaków. To zaskakujące.
Kaczmarek wydobył ze źródeł ciekawe fragmenty opisujące życie w okopach;
jedzenie, rozrywki, a także życie seksualne żołnierzy utrzymujących niekiedy
bliskie relacje miłosne z francuskimi lub niemieckimi kobietami (s.276). To
bardzo nowoczesne podejście. Obcy jest Kaczmarkowi zideologizowany język
sublimacji. Nie pisze o tym, jak Polacy w armii kajzera musieli walczyć marząc
o wolnej Polsce, bo takowej w czasie wojny nie było. Pisze natomiast o
brutalnej walce o przeżycie, o
aprowizacji, o strachu przed śmiercią oraz o codzienności strasznego życia w
okopach, lub na zapleczu frontu.
Książka profesora Kaczmarka jest z pewnością pozycją po którą warto sięgnąć. Proszę jednak uważać: to nie jest narracja w stylu Beevora. Na płaszczyźnie warsztatu historycznego Kaczmarek osiągnął bardzo wysoki poziom; podziw budzi sposób analizy źródeł, internalizacji problemów, jakie niesie wojna. Konstrukcja pracy w oparciu o model linearny przyniosła takie, a nie inne rozwiązania narracyjne. Rodzynki przybliżające codzienność żołnierzy, anegdotyczność narracji, przybliżającej perspektywę mikro-historyczną w książce mającej przecież charakter syntezy są w książce Kaczmarka wielce smacznym, ale dość rzadkim dodatkiem. Wytrawny czytelnik aż prosi więcej. Z pewnością znajdą się amatorzy szczerze zauroczeni książką profesora Kaczmarka. Książka o Polakach w armii Kajzera jest koniecznym prequelem (proszę wybaczyć filmową metaforę) jego udanej książki o Polakach w Wehrmachcie. Jest to książka bardzo dobra, rzetelna, bardzo solidna warsztatowo, monumentalna, na swój sposób wypełniającą wielką lukę w polskiej historiografii. Narracyjnie jest jednak na dobry z minusem, zbyt wiele jest przeniesień z nudnego warsztatu historyka-naukowca, a za mało warsztatu literackiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz