Blog poświęcony historii - w szczególności historiografii i literaturze, i filmowi. Blog ten jest oficjalnym blogiem pisarza i historyka Wojciecha Dutki.
sobota, 13 maja 2023
Recenzja: Jamie Bartlett, Królowa Kryptowaluty. Historia miliardowego cyberprzekrętu. Wyd. Czarne, Wołowiec 2023
niedziela, 16 kwietnia 2023
Recenzja teatralna: "Granica" według Zofii Nałkowskiej w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej
wtorek, 28 czerwca 2022
Top Gun - Maverick - recenzja filmu
Jeśli ktoś z was był dzieciakiem na przełomie lat 1980tych i 1990tych to musi pamiętać "Top Gun" Tony`ego Scotta i to nie tylko dlatego, że grał tam młody Tom Cruise, ale dlatego, że rzecz traktowała o lotnikach amerykańskich, a po epoce komuny, wszyscyśmy się cieszyli, że Reagan dowalił Ruskim. Ja zapamiętałem ten film głównie przez jedną scenę, gdy odwrócony do góry nogami amerykański samolot zbliżył się do sowieckiego Miga, a pilot pokazał Rosjaninowi środkowy palec. Lata osiemdziesiąte dały światu klasykę filmu przygodowego – lub sci-fi i mój sentyment jest zrozumiały. Ludzie, którzy dziś lubią Stranger Things właśnie za klimat lat osiemdziesiątych zrozumieją mnie.
Jednak film przygodowy ma dziś wyraźny regres i widać to po żenujących filmach Marvela, gdzie w praktycznie żadnym nie ma scenariusza z prawdziwego zdarzenia, a aktorzy nie grają przebrani w idiotyczne kostiumy tzw. super-bohaterów. Mam dziś wyraźną pretensję do kultury masowej za zidiocenie i spłycenie bohatera filmu przygodowego. Dlatego też z pewną nadzieją poszedłem na film „Top Gun- Maverick” wyraźnie nawiązujący do pierwowzoru z roku 1986, epoki w której Amerykanie przestali się katować za Wietnam i razem z Reagenem doprowadzili zimną wojnę do końca. Top Gun był bowiem schyłkiem filmu zimnowojennego, gdzie otwarcie i bez emfazy mówiono o wrogu – Związku Radzieckim.
Oczywiście nowego Top Gun, nie byłoby bez Toma Cruise, który stał się instytucją. Nie będę się tu rozpisywał nad aktorem, ani nad życiem osobistym, ale to w jaki sposób Cruise wygląda mając prawie 60 lat jest czymś niesamowitym.
Historia opowiedziana w filmie jest dość prosta. Oto niepokorny pilot, wiele razy karany za niesubordynację, ma wrócić do szkoły pilotów Top Gun jako wykładowca i zmierzyć się z własną przeszłością i młodymi kadetami, którzy są takimi samymi bezczelnymi, zapatrzonymi w siebie typami, jakim on był. Do tego dochodzi relacja z synem zmarłego kolegi Goosa i obok piękna Jennifer Conelly. Dla mnie wzruszające było to, że w filmie pokazał się Val Kilmer, pokazujący też swoją niemoc jako człowiek (był on alter ego Mavericka w filmie z 1986).
Wreszcie dochodzimy do upostaciowania wroga – nie jest nazwany, ale wszyscy wiemy, że chodzi o Rosję. Sekwencje filmu wpychają widza w fotel – samo rozpędzenie prototypu do prędkości 10 maha jest niesamowite, a sekwencja bombardowania trwająca 2 i pół minuty wciska w fotel. Zakończenie jest bajkowe, jak gdyby przeniesione z Mission Impossible, ale mniejsza o to.
Dawno nie widziałem tak dobrego filmu przygodowego. W 1986 posypały się kandydatury chłopaków, którzy chcieli zostać pilotami. Top Gun Maverick ma szansę na przełamanie w kinie przygodowym idiotycznych filmów Marvela, które mordują kino i pokazują bohaterów, nawet zwąc ich super-bohaterami, którzy mają rzeczywiste ciało i krew i podlegają prawom fizyki i ciążenia ( znakomicie pokazane są przeciążenia, jakim poddawani są piloci).
Dla mnie 8/10
wtorek, 21 czerwca 2022
Recenzja: Gerald Clarke "Truman Capote", tłum. Jarosław Mikos, wyd. PIW, Warszawa 2016, ss. 798
wtorek, 1 lutego 2022
Zaginione królestwo Greko-Baktryjskie w Indiach
Śledzę ostatnio zaginione królestwa. Jednym z nich jest wielkie państwo, które powstało po wyprawie Aleksandra Wielkiego do Indii (327-325 B.C). Od IV wieku do I wieku naszej ery istniała Baktria, czyli monarchia hellenistyczna w Indiach. Przez ponad trzysta lat, w dolinie Indusu, sięgając aż po rzekę Oksus czyli Amu-Darię i Jezioro Aralskie rozciągało się europejsko-indyjskie królestwo zachwycające potęgą militarną, poziomem handlu, wielkimi miastami (w starożytności był wilgotniejszy klimat), kulturą, rzeźbą, i cywilizacją, która po raz pierwszy w historii stopiła w jedno to, co zachodnie, z tym co wschodnie.
Grecy przyjęli buddyzm – proszę się temu nie dziwić, dowiedziono bowiem silny związek między dwudziestoletnim pobytem Pyrrona z Elidy, założyciela szkoły sceptyków z buddyjska filozofia pustki. Nie zaniechali jednak języka greckiego, stylu życia – w ich miastach były agora, archiwum, gimnazjon, ale też świątynie buddyjskie, gdzie posągi Przebudzonego, Siddaharthy Gautamy, miały twarz greckiego młodzieńca (zdjęcie 3). Na innych rzeźbach widnieją po grecku obrane postacie, ale w stylu indyjskim, postacie z płaskorzeźby-reliefu (zdjęcie 2).
Niezwykły poziom mają odnajdywane w Pakistanie i Afganistanie greckie monety jak ta Eukridatesa (zdjęcie 4), który – jeśli wierzyć źródłom w sanskrycie – miał aż dziesięć tysięcy katafraktów, czyli ciężkozbrojnej jazdy. Armie greko-baktyryskie wojowały taktyką Aleksandra z falangą na styl macedoński, ale przy wsparciu lekkozbrojnych, łuczników i użyciu słoni bojowych. Trudno oszacować ilość Greków, którzy osiedlili się w Indiach, ale musiało być to kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn i kobiet, których potomkowie wchodzili także w związku z rodowitymi mieszkańcami Indii (co jest naturalne). Być może – tego nie wiemy – stanowili oni warstwę rządzącą, urzędniczą, elitę, która tak jak w Egipcie ptolomejskim, żeby przetrwać musiała pójść na kompromisy w sprawach religii.
Fascynuje mnie taki tygiel kultur. W polskiej literaturze nie ma zbyt wiele na ten temat. Uderza mnie weryzm tych greckich twarzy, które nigdy nie widziały Grecji, ani Europy, a wyrosły, żyły pod niebem Indii i to w czasie, gdy buddyzm był tam powszechną religią. Bo dziś niestety już tak nie jest.
poniedziałek, 27 grudnia 2021
Dalszy ciąg o powieści antycznej numer 2
To Mitra zabijający
ofiarnego byka. To obrzęd tauroktonii, jedyny wizualny dowód wierzeń towarzyszącej
chrześcijaństwu wielkiej tajemniczej religii, która właśnie w IV wieku znajdzie
swój koniec po edykcie w Tessaolonice, kiedy cesarz Teodozjusz zakazał pod groźbą
śmierci kultów innych niż chrześcijański. Mam nie lada problem z przedstawieniem
w powieści osobistego świata Ammiana Marcelinusa, głównego bohatera nowej
powieści antycznej, nad jaką intensywnie pracuję. Pisząc swą historię, ukrył
się za frazami. Nie znamy jego twarzy, tak jak wnętrza poza tym, że nigdy nie
przyjął chrześcijaństwa.
W powieści, w epickim
stylu – co jak mniemam będzie stałą cechą moich powieści historycznych pisanych
dla Wydawnictwa Lira – ukaże jego życie na tle wydarzeń politycznych od mniej
więcej roku 350 (z małą retrospekcją jego ojca od 337) po koniec wieku IV. Jednak
mnie znów interesuje religia i jej oddziaływanie na jednostkę, która mimo
dziejowej burzy pragnie zachować swoją własną wewnętrzną wolność. Muszę wiec
pokazać obrazowo zderzenie umierającej religii rzymsko-greckiej. Zdecydowanie się
sprzeciwiam używaniu słowa „poganie”, bo żaden z Rzymian zarówno łacinników,
jak i Greków, nie oddawał czci bożkom, czy Atenie wyskakującej Zeusowi z głowy.
Ci ludzie bardziej kierowali się w stronę religii która przenikała się z filozofią
tamtego czasu. Neoplatońskie Jedno – a więc byt będący podstawą wszystkiego –
wydaje mi się bardziej przekonujące. Proszę popatrzeć, ile możliwości
religijnych rysowało się w IV wieku. Mitraizm był religią zbawcza, ale ekskluzywną,
bo zarezerwowaną tylko dla mężczyzn. Obok niego manicheizm, religia która jak
poprzednia przybyła z Iranu i dziś niewiele o niej wiemy. Wreszcie samo chrześcijaństwo
– zdyscyplinowane, scentralizowane dzięki sieci biskupstw, okaże się najsilniejsze.
Jednak w powieści pokuszę się o takie poprowadzenie bohaterów, aby przez
wybory, jakich dokonują ukazać także jak chrześcijanie się podzieli. Duży wątek
poświęcę Wulfili i dokonanego przez niemu przykładowi biblii na język gocki. W
ogóle rekonstrukcja Gotów w tej powieści może być dla czytelników frapująca. Spojrzymy
na namiętności religijne tego czasu oczyma Ammiana, człowieka przynależącego do
świata, który zaraz umrze.
Pojawią się indywidualnie
zróżnicowane postacie historyczne: Konstancjusz II, Julian Apostata, Walens,
Teodozjusz, Jan Chryzostom (uczeń Ammiana), Bazyli Wielki, Grzegorz z Nazjanzu,
Konstantyna, Wulfila, Fritigern – a kulminacją powieści będzie bitwa pod Adrianopolem
w 378 na której Ammian zakończył dzieje rzymskie. Jednak opowiem jego dzieje
dalej, aż do domniemanej śmierci. Myślę, że będzie tego co najmniej 600 stron,
wielkiej, epickiej, trzymającej w napięciu – suspens to moja ulubiona kategoria
narracyjna – powieści, jakiej w polskiej literaturze nie było. Składam hołd
Hannie Malewskiej, Teodorowi Parnickiemu, ale napisze to w swoim stylu, do
którego Państwo przywykliście.
Proszę spojrzeć ile
dramatyzmu tkwi w przedstawieniu tauroktonii – byk symbolizuje płodne życie,
które przez śmierć udziela innym życia w kręgu przemijania. Pies zlizujący
krew, wąż i skorpion to symbole sił dobra i zła. Ileż jest w tym niewiadomych!
A powieść jesienią 2022 w
księgarniach, jako drugi tom po Apokryfie – który wywołał dyskusję – mojej trylogii
poświęconej Antykowi.
niedziela, 19 grudnia 2021
Przypomnienie Michela Foucaulta
Chciałbym dziś przypomnieć książkę i poglądy jednego z ważniejszych filozofów XX wieku – Michela Foucaulta. Trudno go jednoznacznie skategoryzować pod względem poglądów czy szkoły filozoficznej, bo jego związku z marksizmem, jakże charakterystycznego dla francuskiej myśli wieku XX, skończyły się po rocznym pobycie w Warszawie, gdzie przebywał jako dyrektor ośrodka studiów francuskich UW. Ścigany przez SB ze wzglądu na osobistą obsesję prostackiego Gumułki, który nie mógł strawić w Warszawie kogoś tak wyzywającego standardy „moralności socjalistycznej” szybko rozczarował się do marksizmu, co w sytuacji Francji nie było wcale tak proste i oczywiste.
Foucaulta trzeba cenić za dwie rzeczy: po pierwsze jego dociekania nad naturą i schematami działania nowożytnej władzy poprowadziły go do historii pojęcia więziennictwa. Inaczej rzecz ujmując, dlaczego ogromną część aktywności państwa w dawnych epokach ludzie pożytkowali na rozbudowę systemu kar i więzień. Wyniki były zaskakujące samo pojęcie więzienia wiązało się z kwarantanną, a to pojęcie wiedzie nas w stronę epidemii, jako kluczowego doświadczenia strachu. Człowiek w epoce nowożytnej nie przestał się bać wraz z reformacją, czy oświeceniem. Epidemie napędzały histerię i konieczność oddzielenia potencjalnie zakażonych od zdrowych. W latach 70 Foucault prowadził serię wykładów na College de France, które zasłynęły nowym pojęciem władzy – czyli bio-władzy opartej na bio-polityce. Władza dawnych królów, czy reżymów, jest łatwa do obalenia, choć owo obalanie może być krwawe, a tymczasem francuski myśliciel przekonuje nas, że władza której nie widać bezpośrednio, ale widać jej działanie w życiu jest niesamowicie niebezpieczna. Dziś władze w Europie wykorzystują kolejną epidemię do zwiększenia kontroli, oczywiście dla dobra obywateli i zawsze w ich imieniu, ale pojawiły się nowe aspekty tej kontroli, których Foucault bezpośrednio nie przewidział, ale przewidział, że mogą się pojawić. To oczywiście Wielki Brat, czyli Facebook, a także inne aplikacje, które liczą za pomocą logarytmów nasze poglądy, upodobania polityczne, orientację seksualną, poglądy religijne, lub ich brak, czy lubimy Real czy Barcelonę. Ta władza mówi, ile mamy mieć par butów rocznie, ile lekarstwa mamy zażyć, kiedy powinniśmy iść do lekarza, ilu nastolatków popełnia rocznie samobójstwo, ile par się rozwiedzie, jaką energię mamy używać, żeby jak najmniej emitować CO2 (tak jakby ludzie nie wydychali tego gazu).
Równie ciekawa, choć nie opublikowana w pełni w Polsce jest historia seksualności, największe dzieło Foucaulta, w którym zauważa on, że europejska czy też szerzej zachodnia kultura jest pod przemożnym wpływem Platona, dla którego człowiek to dusza uwięziona przez ciało. Foucault odwraca trochę po nietzscheańsku to pojęcie. A co, gdy człowiek jest ciałem skrępowanym przez ducha? Jakie miałoby to znaczenie dla historii kultury? Nie miałem czasu by przeczytać te tomy Foucaulta, ale z pewnością czeka mnie ta lektura. To ma znaczenie fundamentalne dla filozofii, która mnie pasjonuje, ponieważ nie istnieje podmiot bez ciała, inaczej jesteśmy w naszym ciele na wieczność. Między bajki można włożyć podmioty Kartezjusza i Kanta, które funkcjonowały jak gdyby oddzielone od ciała, czyli materii. To niemożliwe. Nawet zmartwychwstanie - choć wydarzyło się tylko raz - objęło właśnie ciało, a nie ducha.
Czy Michelowi Foucault podobałyby się nasze czasy? Nie wiem. Zmarł jako jedna z pierwszych ofiar AIDS w 1984 roku w Paryżu, a więc był ofiarą kolejnej epidemii, którym przypisywał tak ważną rolę w kulturze. Chyba w tym znaczeniu się nie pomylił. Zostawił nam niełatwą myśl, niełatwą do czytania, ale myślę, że Foucault może być inspirujący szczególnie dzisiaj.
środa, 15 grudnia 2021
To była ręka Boga - Paolo Sorrentino - recenzja
Już dawno nie widziałem tak wciągającego, rozgrywającego się
w przestrzeni między słowami, gęstego od emocji, spojrzenia, lepkiej miłości
filmu. Mam na myśli „E stato il mano di Dio” – „To była ręka Boga” Paolo
Sorrentino, który znów przeniósł mnie do Italii lat osiemdziesiątych.
Przestrzeń wokół bohaterów to Italia po skandalach Bettino Craxiego i Julio
Andreottiego, konkretnie Neapol oczekujący na Maradonę. Bohater, młody,
dojrzewający chłopak zaangażuje się w relację – bardzo dwuznaczną z seksowną
ciotką, wybujałą femme fatale. Tyle fabuły.
Na pierwszy rzut oka od razu można wyczuć mnóstwo takiego
samego klimatu, co sławne Call me by your name innego Włocha, Luki Guadagnino. Owo
nieznośne napięcie na inicjację łączy się z niesamowitym klimatem scen
rodzinnych, przelatujących jedna po drugiej, od awantury, po słodkie obiadki
rodzinne, z mnóstwem ciętych ripost, ukrytych znaczeń, spojrzeń pełnych
niespełnienia. Włosi uwielbiają celebrację miłości, jak dobrego jedzenia i
wina. Powab erotyczny jest w tym filmie zawoalowaną czasoprzestrzenią w której
owo napięcie się realizuje, rozegraną powoli, z wyczuciem starego gracza, który
smakuje zbliżenie ust, dotyk, jak dzieło sztuki.
Aktorsko bardzo dobrze. Dojrzewanie chłopaka bardzo
naturalne, kobiecość i seksapil aktorki grającej ciotkę ma w sobie coś ze
słynnej „Maleny”. Akcja toczy się niespiesznie, hałaśliwie, wciągając bohaterów
w układ bez wyjścia.
Niesamowicie ożywczy to film w morzu tandety. Dla mnie przepyszny.
Smakowity jak owoce morza z dobrym winem, które smakują najlepiej w małej
restauracyjce na plaży.
#tobylarekaboga #ilmanodidio #recenzja #paolosorrentino
niedziela, 5 grudnia 2021
Druga powieść antyczna
Patrzę na Konstantyna Wielkiego. Człowieka, który dopuścił chrześcijan do życia publicznego w cesarstwie. Nie wierzę jednak w jego nawrócenie. Mary S. Beard nie chciała już pisać o jego czasach uważając, chyba słusznie, że klasyczny Antyk już się wypełnił. Cesarstwo Konstantyna już nie przypomina Augustowego. Jest mroczne, pełne strachu, żyje w nienawiści do barbarzyńców, którzy chcą się wedrzeć przez mury na limesie na Renie i Dunaju do raju, bo było wciąż rajem, pełnym miast, życia, jedzenia, i ziemi
Ja o tym napiszę, jednak Konstantyn nie zmieści mi się w
powieści. Popatrzcie sam ogrom tej rzeźby pokazuje z jaką pychą mamy do
czynienia. Kazał się pochować w kościele Świętych Apostołów jako trzynasty
Apostoł, a jego zbrodnie dorównywały tym Nerona. To Konstantyn kazał ugotować
żywcem w saunie swoją drugą żonę, Faustę. matkę jego trzech synów i
późniejszych cesarzy Konstantyna II, Konstansa i Konstancjusza II. Dlaczego?
Fausta zapałała uczuciem do syna cesarza z pierwszego małżeństwa Kryspusa
mającego już tytuł cezara. Chciała go namówić do tego „by legł z nią w łożu”.
Przerażony młody człowiek nie chciał tego uczynić. Więc oskarżyła go przed
Konstantynem, że wziął ją siłą. Pokazała dowody na swoim ciele, podobno od
brutalności napastnika. Sama je sobie najpewniej zadała. Wszyscy bali się
okrucieństwa Konstantyna, więc proces był szybki. Kryspus miał się przyznać i
zachowałby życie oślepiony, ale musiał się przyznać. Jednak młody człowiek tego
nie uczynił. Został ścięty toporem. Jednak ktoś odważny na dworze powiedział
Konstantynowi jak było naprawdę. Gdy zdał sobie sprawę, co uczynił, kazał
Faustę zwabić do łaźni, po czym zamknąć drzwi. Ugotowała się żywcem.
A to Konstancjusz II -To Konstancjusz II – cesarz panujący w latach 337-361. W moim przekonaniu jest uchwytne podobieństwo zarówno w postaci nastolatka, który objął władzę latem 337 oraz ten sam człowiek złamany życiem i władzą gdzieś koło 357 roku, kiedy urósł mu jako rywal ocalony z masakry w Konstantynopolu latem 337 roku - na rozkaz Konstancjusza wymordowano całą rodzinę. Ocalał Julian zwany później Apostatą i jego brat Gallus. Te postacie przewiną się w mej powieści o IV wieku – z dużą drobiazgowością podejdę do świata przedstawionego.
Interesuje mnie w tej powieści wymiar osobisty Ammiana
Marcellina –który sam o sobie powiedział tylko tyle, że jest „Grekiem i
żołnierzem”, zarazem wiernym obywatelem Imperium, które zaplątało się w wojny
domowe, namiętności religijne – które interesują mnie szczególnie w kontekście arianizmu
w IV wieku – proszę jednak wziąć pod uwagę, że ja drugą powieść tryptyku antycznego
napiszę z perspektywy wyznawcy Mitry, którym Ammian mógł być. Długo
rekonstruowałem religię Mitry i była to druga, po kulcie Serapisa, religia zbawcza
w Imperium. Chrześcijaństwo okazało się jednak silniejsze. Oczywiście mocą prześladowań
– im bardziej Kościół jest prześladowany, tym jest silniejszy – jednak potrzeba
do tego wiary, której dziś nie ma, lub prawie nie ma.
Postacie historyczne zostaną sportretowane tak pod względem
psychologicznym, jak i behawioralnym. Moja powieść o Ammianie Marcellinusie to historia
końca świata antycznego, w którym zawaleniu uległy te fundamenty antyku, które
decydowały przez wieki o jego spoistości – kultura, wrażliwość, wierność bogom
Rzymu jako podstawie istnienia państwa, i o człowieku miotanym przez historię,
który chce te wartości ocalić i przyjdzie mu za to zapłacić wielką cenę.
Już za rok w księgarniach – nakładem Wydawnictwo Lira.
poniedziałek, 1 listopada 2021
Powołanie Szymona bar Kochby - fragment mojej powieści "Apokryf" na Histmag.org
Na portalu historycznym Histmag.org ukazał się właśnie jeden z fragmentów mojej najnowszej powieści "Apokryf", wielowątkowej, epickiej książki ukazującej największy i najbardziej tragiczny zryw narodowy Żydów przeciwko Rzymowi z lat 132-135 A.D. Myślę, że Polacy - co jak co - powinni to zrozumieć, bo my ileż razy sięgaliśmy po broń przeciwko okupantom, choć szans nie było żadnych.
Jestem szalenie ciekawy, jak ta powieść zostanie w Polsce odebrana, biorąc pod uwagę wszystkie te niezdrowe emocje towarzyszące stosunkom polsko-izraelskim i polsko-żydowskim w ogóle. Dla mnie opowieść o starożytnej Zagładzie - Kasjusz Dion, Grek, ale zarazem rzymski senator żyjący w III wieku zapisał, że legiony Hadriana zabiły w Judei 580 tysięcy ludzi (czytaj mężczyzn) i dwa razy tyle kobiet i dzieci.
Recenzja: Ryszard Kaczmarek, Polacy w armii Kajzera na frontach I wojny światowej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, ss.560
Wydawnictwo Literackie wydało na setną rocznicę wybuchu I wojny światowej drugą po świetnej książce prof. Chwalby Autorem opracowania je...
-
W zalewie wojennych produkcji, które Netflix wypluwa z taśmową regularnością, łatwo przeoczyć perłę. Belgijski "Will" w reżyseri...
-
Czytelniku, Dziś wiedza o Antyku, grecko-rzymskim stała się elitarna w pełnym tego słowa znaczeniu. Słowa tytułu tej książki możn...
-
Czytelniku, Profesor Grzegorz Motyka jest historykiem PAN zajmującym się historią najnowszą, szczególnie stosunkami polsko-ukraińskim...




