Blog poświęcony historii - w szczególności historiografii i literaturze, i filmowi. Blog ten jest oficjalnym blogiem pisarza i historyka Wojciecha Dutki.
niedziela, 24 sierpnia 2025
Recenzja: Wolfgang Münchau, Kaput. Koniec niemieckiego cudu gospodarczego, tłum. Barbara Kocowska, wyd. Prześwity, Warszawa 2025, ss.224 #Niemcy #kaput
piątek, 15 sierpnia 2025
Recenzja: Tomasz Terlikowski, Mateczka. Śledztwo w sprawie mariawitów, ZNAK, Kraków 2025, ss. 378
czwartek, 24 lipca 2025
Ku czci Edwarda Stachury. W rocznicę śmierci.
Dziś jest rocznica śmierci Edwarda Stachury (1937-1979), jednego z wybitniejszych polskich poetów XX wieku, który tak jak młodszy od niego Rafał Wojaczek, czy starszy o pokolenie Jan Lechoń zakończył życie z własnej ręki. Uważam, że jego życie i twórczość - powoli zapominana, kto dziś czyta "Siekierezadę"? - to temat na wybitny film fabularny. Stachura odszedł, kiedy ja już żyłem od trzech miesięcy. Jego teksty poetyckie poznałem w Liceum, i na studiach (on też studiował na KUL ale tylko półtora roku na romanistyce). Urodzony we Francji i mówiący biegle w tym języku nigdy chyba nie przystawał do PRL, umęczony, w biedzie pisał i sądzę, że pisanie stanowiło sens jego życia. Potem stał się sławny, jak na warunki PRL. Dostał kilka stypendiów. Miałem to szczęście, że na dziennikarstwie na KUL uczył mnie radia jego przyjaciel Wacław Tkaczuk, postać wybitna. Stachura cierpiał na chorobę dwubiegunową.
Ostatni wiersz napisał w dniu śmierci - List do Pozostałych.
Umieram
Za winy moje i niewinność moją
Za brak który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy
Za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
(...)
Bo trupem jest wszelkie ciało
Bo ciężko strasznie i nie do zniesienia
Za możliwość przemienienia
Za nieszczęście ludzi i moje własne które dźwigam na sobie i w sobie
Bo to wszystko wygląda że snem jest tylko koszmarem
Bo to wszystko wygląda że nieprawdą jest
Bo to wszystko wygląda że absurdem jest
Bo to wszystko tu niszczeje gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością
Bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
Bo wygląda że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
Bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
Bo noli me tangere
Bo jestem bardzo zmęczony nieopisanie wycieńczony
Bo już wycierpiałem
Bo już zostałem choć to się działo w obłędzie najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało
Bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak się nie stało to winy mojej w tym nie umiem znaleźć
Bo wygląda że już nic tu po mnie
Bo nie czuję się oszukany co by mi pozwoliło raczej trwać niż umierać trwać i szukać winnego może w sobie ale nie czuję się oszukany
Bo kto może trwać w tym świecie niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia a kiedy przyjdzie mu umierać niechaj śmierć ma lekką
Bo co do mnie to idę do ciebie
Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie zasłużone jak mniemam zasłużone jak mniemam
Bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
Bo wszystko mnie boli straszliwie
Bo duszę się w tej klatce
Bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
Bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
Bo stanąłem na początku bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.
Zdjęcie@ Internet
wtorek, 1 lipca 2025
Recenzja: Urszula Glensk, Pinezka. Historie z granicy polsko-białoruskiej, wyd. Czarne, Wołowiec 2024
Czytelniczko - Czytelniku tego bloga,
Kiedy trafiła w moje ręce kupiona na dworcu w Warszawie książka Urszuli Glensk "Pinezka. Historie z granicy polsko-białoruskiej" widziałem, że będę chciał tą książkę zrecenzować. Sam wybieram książki i nikt mi niczego nie narzuca. Kim jest autorka? Na obwolucie książki znajduje się informacja, że autorka jest profesorką literatury i wykładowczynią, badaczką literatury dokumentalnej Uniwersytetu Wrocławskiego. Można zatem stwierdzić, że autorka jest biegłą w sztuce pisania literatury faktu, ma umiejętność krytycznej analizy źródeł. Jest profesjonalistką. Jestem pewny, że książka ta może być nagrodzona w pewnych specyficznych gremiach krytyczno-literackich, gdyż w ostrym sporze światopoglądowym w Polsce książka ta jest głosem po jednej ze stron. Ale o tym na końcu recenzji.
Już samo słowo wstępu krótko informuje, że książka jest oparta na faktach, dziesiątkach wywiadów z migrantami nielegalnie przekraczającymi granicę polsko-białoruską, lekarzami, aktywistami i aktywistkami. Ta warstwa dokumentacyjna nie budzi zastrzeżeń. Jest dość solidna warsztatowo. Pod względem dramaturgii też jest bardzo dobrze, autorka umiejętnie rozgrywa tę historię, pokazując autentycznych ludzi, ich historie. Wstrząsające są opisy jak skóra schodziła z odmrożonych nóg młodego piłkarza-nastolatka z Erytrei, losy wijącej się z bólu Irakijki, matki pięciorga dzieci, która umarła wraz z dzieckiem. Co dwie, lub trzy historie - osobiste uwikłania książka pokazuje listę zmarłych uchodźców, z krótką informacją kim byli i gdzie zostali znalezieni. Jest ich 55, ale autorka mówi, że było ich dużo więcej. To "dużo więcej" jest dla mnie pomostem do uchwycenia w tej recenzji drugiej płaszczyzny interpretacyjnej.
Pamiętam doskonale gdy w szczycie kryzysu uchodźczego na przełomie 2021 i 2022 roku, tuż przed inwazją putinowskiej, faszystowskiej Rosji na Ukrainę pojawiła się w TVN informacja, że oto młody Ahmed przepłynął w Bugu kilka dni w mrozie, żeby dostać się do Polski. Ten przykład fejka medialnego, bo nie było takiego przypadku, pokazuje jeszcze inną stronę sporu, której autorka nie przywołuje, choć jej książka jest de facto owocem tego zacietrzewienia. To była histeria. Zachowania pani Ochojskiej zostały zweryfikowane przez decyzję Tuska, żeby nie wystawiać jej w wyborach, bo jej nienawiść do państwa polskiego sprawiła, że Ochojska stałą się po prostu niewybieralna. Jej blurp na okładce dużo mówi o książce.
Tezą sterującą książki Pani profesor Glensk jest przekonanie, że funkcjonariusze straży granicznej, policja, wojsko polskie stały się narzędziem państwowo zorganizowanej patologii: rasistowskiej maszyny traktującej ludzi jak bydło. Oczywiście, za tym wszystkim stał PiS. Duch i twarz Morawieckiego, ówczesnego premiera unoszą się z kart książki jak twarz Wielkiego Brata z roku 1984 Orwella i autorka wiele uczyniła, żebyśmy uwierzyli, że Polska rządów PiS to totalitarne państwo jednej partii, jednego wodza, jednej policji politycznej. Po przeczytaniu tej książki mam wrażenie, że autorka naprawdę wierzy w to, co napisała. Z wiarą trudno dyskutować. Ona po prostu jest. Tylko, że podstawowy fakt, który wybrzmiewa jakoś na drugim planie, jest taki, że kryzys uchodźczy (autorka uparcie nazywa go katastrofą humanitarną celowo wyolbrzymiając wszystko) jest częścią zabezpieczenia przez Rosjan zaplecza Ukrainy przed inwazją z 24 lutego 2022 roku. To wszystko, co się stało na granicy polsko-białoruskiej jest spektaklem wyreżyserowanym przez rosyjskie GRU, które stoją za służbami białoruskimi. Autorka nie przyjmuje tego faktu, bo on zmienia wszystko. Polskie państwo nie mogło się zachować inaczej niż się zachowało, ponieważ stawką była destabilizacja kraju, będącego zapleczem Ukrainy przed inwazją (politycy wiedzieli od listopada 2021, że będzie wojna). Na wojnie pierwsze umierają prawa człowieka. Jest tak. Przykro mi. Dorzućmy do tego posła Starczewskiego w reklamówką goniącego się ze SG, posła Szczerbę z pizza na granicy, aktoreczkę Kurdej-Szatan lżącą polskich żołnierzy, czy wreszcie Frasyniuka, czyniącego podobnie. Gdyby Pani profesor Glensk włączyła sobie rosyjską telewizję w tamtym czasie, to tezy jej książki są zaskakująco zbieżne z tym, co wówczas mówiono.
I tak dochodzimy do trzeciej warstwy interpretacyjnej, skrzętnie przez autorkę przemyconą, zasugerowaną z wewnętrznej warstwy sterującej tekstem (używam aparatu pojęciowego świętej pamięci prof. Topolskiego). Profesorka Glensk kilka razy użyła metafory historycznej Holokaustu jako matrycy do porównania tego, co stało się na granicy polsko-białoruskiej. Takie porównanie padło na stronie 158, na stronie 161 czytamy porównanie, że "nawet w getcie warszawskim były karetki pogotowia", czytaj - że w roku 2021 i 2022 na owej granicy ich nie było. Metafora historyczna ma za zadanie przede wszystkim wzmocnić przekaz, uczynić go podprogowo jeszcze potężniejszym. Na stronie 195 autorka cytuje wypowiedź: "Oświęcim po prostu, skóra i kości" na widok jednego uchodźcy, przy czym uważam, że takie porównanie powinno być obarczone wytłumaczeniem, że to potoczny język. W Polsce powiedzenie czegoś takiego sugeruje, że to Polacy są winni Zagładzie. I tutaj dochodzimy do clou tej książki. Autorka sugeruje - w domyśle, nie dosłownie - że skoro Polacy en masse byli współodpowiedzialni za Holokaust, to tak samo ten gen wrócił i mordują uchodźców na granicy polsko-białoruskiej.
I zaskoczyła mnie bardzo autorka, gdy pisze na stronie 200: "spotykamy w lesie absolutnie realnych ludzi, zwykłych chłopców, którzy marzą o cycuszkach młodych dziewczyn". To że większość migrantów to młodzi mężczyźni, mający popęd, to fakt. Ile było napaści seksualnych na dziewczynki i młode kobiety w Niemczech w ostatnim roku? Jak przeczytałem to zdanie, ręce mi opadły.
Podsumowując książka Urszuli Glensk to zaangażowana literatura tyrtejska, opowiadająca się po jednej stronie, pisana za pozycji "wyższości moralnej", jaką daje autorce jej tytuł profesorski i praca na uczelni wyższej (swoją drogą zabawne jest to przekonanie o wyższości), nieomylnie oceniającą polskie państwo i nieomylnie wskazującą tylko jedną stronę. Książka może się spodobać ludziom myślącym podobnie jak autorka. Mnie nie porwała. Nie lubię literatury w typie "Matki" Gorkiego, a to właśnie ten typ literatury.
moja ocena 5/10
niedziela, 1 czerwca 2025
Postacie drugoplanowe nowej powieści
Czytelniczko/Czytelniku tego bloga,
W międzyczasie, gdy Państwo moi czytelnicy i czytelniczki elektryzujecie się informacją, że już 25 czerwca w Państwa ręce trafi pełna, poprawiona, uzupełniona powieść "Czerń i Purpura" w nowej szacie graficznej, w twardej okładce z obwolutą, ja kończę pierwszy tom nowej, epickiej wielowątkowej powieści, która opowiada o trzech kobietach od początku lat trzydziestych aż do lat sześćdziesiątych wieku XX. Pierwszy tom, który kończę obejmuje lata 1930-1940. Zamierzenie jest bardzo ambitne, ale ja tylko takie lubię. Pisałem już tutaj o tym, że akcja będzie głównie na Kresach dawnej Rzeczypospolitej, ale nie tylko przy czym chcę znów pokazać w drugim planie ciekawe postacie historyczne, zupełnie lub prawie zapomniane. Ożywię je i dam Państwu poznać.
Pierwszą z nich jest niezwykły poeta Bohdan Ihor Antonycz (1909-1937), obywatel Polski narodowości ukraińskiej. Żył na krawędzi dwu światów, ale ja sądzę nie tylko dwu. Tłumaczył z ukraińskiego na polski i wydawał ukraińskich poetów piszących u Sowietów (póki trwał NEP i Stalin nie przykręcił śruby). Ale nie tylko sam pisał poematy, które z ukraińskiego na polski tłumaczył wspaniale Tadeusz Hollender (1910-1943). Najsłynniejszym z nich jest "Pieśń drzew", baśniowy i niezwykły. Pisał także libretto opery. Antonycz nie doczekał wojny. Zmarł na komplikacje po zapaleniu płuc w lipcu 1937 roku i został pochowany we Lwowie.
Drugą postacią, która wystąpi na kartach mojej powieści będzie Sara Polina Gincburg czyli Zuzanna Ginczanka (1917-1944), wspaniała poetka polsko-żydowska. Dane jej było opublikować jeden wspaniały tomik poetycki "O centaurach" w 1936 roku. Nie wiem, dlaczego tego tomu nie ma w lekturach szkolnych na polskim rozszerzonym. Gdy przeczytałem niedawno pisząc już powieść ten tom, byłem wstrząśnięty, że osoba dziewiętnastoletnia mogła tak pisać, z taką składnią, taką wyobraźnią i widzieć szóstym zmysłem to, co miało dopiero nadejść. Używała oficjalnie polskiego imienia i nazwiska ponieważ pomagało jej to w początkach kariery poetyckiej. Proszę pamiętać, że Tuwim nie wychodził przez trzy lata z domu jak go szkalowano za "Skamandra", a antysemityzm był w Polsce przedwojennej powszechny jak sól. I proszę się nie oszukiwać. Była bardzo piękną kobietą, co wcale nie ułatwiało jej życia. Zginęła w Krakowie rozstrzelana przez Niemców w 1944.
Obie te postaci łączy Lwów, choć Ginczanka zawitała do niego obawiając się Niemców jesienią 1939 już w czasie okupacji sowieckiej. Antonycz już wtedy nie żył. Szkoda, że umarł tak młodo. Bo gdyby żył, potępiłby swoich za Wołyń. Nienawidził przemocy i brutalności.
Moja książka już jest na samym finiszu, a całość poczytacie Państwo jesienią. Drugi tom ukaże się wiosną 2026 i obejmie lata 1941-1944 i będzie straszliwy ze względu na wybuch wojny niemiecko-sowieckiej i sprawę wołyńską. W trzecim tomie jesienią 2026 zamknięcie serii i w nim nastąpi zamkniecie wszystkich wątków.
Oddaję głos Ginczance, która w "Centaurach" tak o sobie pisała:
Nie wiem, Panie,
co dobre,
co złe —
w osiemnaście wpatrzona lat —
zasłuchana, surowa i baczna
coraz hardziej
coraz mądrzej
nie wiem
wtorek, 13 maja 2025
#Recenzja: Jacek Bartosiak, Oczy szeroko otwarte. Polska strategia na czas wojny światowej, wyd. Literackie, Kraków 2025, ss.283
czwartek, 8 maja 2025
#mury Recenzja: David Frye, Mury, tłum. H. Pustuła- Lewicka, WAB Warszawa 2021
środa, 30 kwietnia 2025
Krótka impresja o Brnie #Brno
Czytelniku, Czytelniczko tego bloga
Z uwagi na uwiązanie w szkole nie podróżuje ostatnio zbyt często, ale jeśli już to najczęściej w związku z książkami. W dniach 8-9 kwietnia 2025 byłem w Brnie zaproszony przez Instytut Polski w Pradze na dni kultury polskiej. Spotkanie z czeskimi czytelnikami i czytelniczkami było bardzo udane.
Jednak Brno zrobiło na mnie ogromne wrażenie, szczególnie dlatego że nigdy wcześniej nie byłem w nim. Długo chodziłem po mieście zachowując się jak japoński turysta w Luwrze fotografując wszystko - detale architektoniczne, po wystrój ścian księgarni z książek. Miasta na wzgórzach mają coś magicznego w sobie - u nas taki jest trochę Kraków, choć nie robi na mnie wrażenie, że to swojskie, znane i setki razy odwiedzone. Tymczasem Brno zrobiło na mnie wrażenie wtopieniem barokowej i secesyjnej zabudowy w tkankę miasta. Brno jawiło mi się wtedy jako miasto ze snu. Będę w następnych dniach dopisywać jeszcze inne przemyślenia. Pomyślałem też sobie, że pomieszkałbym w Brnie jakiś czas.
Zastanawiałem się przyznaję, czy mógłbym napisać jakąś powieść z akcją w Brnie? Nie wiem, czy historyczną, choć i tutaj marzy mi się narracja osadzona w cesarskich Austro-Węgrzech, co sprawiłoby, że mógłbym przynajmniej wtedy pisać o Brnie. Bo przecież gdyby nie upadek CK Monarchii to mieszkając w Bielsku-Białej mieszkałbym z mieszkańcami Brana w jednym państwie.Ale najlepsze, najbardziej malarskie pejzaże w Brnie są ze wzgórza zamku Szpilbergu. Do samego zamku nie miałem już czasu wejść, ale samo wzgórze jest niesamowite, bo daje możliwość takiego spojrzenia na Brno, żeby zamknąć je w dłoni.
niedziela, 30 marca 2025
Recenzja: Adam Zadworny, Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku, wyd. Czarne, Wołowiec 2025. #heweliusz
sobota, 1 marca 2025
recenzja: Nosferatu, reż. Robert Eggers, horror 2024
Fabuła przypomina klasyczny film o Draculi - motyw podróży męża kobiety, która stanowi przedmiot pożądania Nosferatu do mrocznego zamczyska w Rumunii jest przewidywalna. Nowością dla mnie jest aktorstwo - Nilolas Hoult znakomicie oddał zakochanego mężczyznę, który chce się za wszelką cenę wyrwać z domu bestii i uratować kobietę, która zdaje się rozumieć, że tylko jej dobrowolna ofiara zakończy koszmar. Aktorsko role kobiece są bardzo dobre.
Dla mnie najciekawszym konstruktem filmu jest bestia - grana przez jednego z młodych braci Skarksgaardów, żywy trup który jest jak plaga, jak manifestująca siebie samą groza epidemii, niemal ze średniowiecznego tańca śmierci. Istotą - jak mniemam - przesłania, że lęki seksualne, które istnieją w każdym człowieku. Przed jaką bestią ostrzega nas Eggers? Spróbujmy podążyć w interpretacji najnowszego "Nosferatu" w kierunku metafizycznym. Czy to nowy totalitaryzm? Nowa epidemia, której bakcyl nieodkryty wciąż czeka gdzieś w Kongo lub w chińskiej jaskini? Istotą lęku przed Nosferatu jest lęk przed drugim człowiekiem i kontaktem z nim.
Dla mnie 8/10
Recenzja: Odyseja według Homera, reż. Christopher Nolan, #odyseja #nolan
W swoim najnowszym filmie Christopher Nolan odchodzi od historycznego realizmu, który, choć ambitny, w „Oppenheimerze” momentami ciążył ...
-
W zalewie wojennych produkcji, które Netflix wypluwa z taśmową regularnością, łatwo przeoczyć perłę. Belgijski "Will" w reżyseri...
-
Czytelniku, Dziś wiedza o Antyku, grecko-rzymskim stała się elitarna w pełnym tego słowa znaczeniu. Słowa tytułu tej książki możn...
-
Czytelniku, Profesor Grzegorz Motyka jest historykiem PAN zajmującym się historią najnowszą, szczególnie stosunkami polsko-ukraińskim...


















.jpg)